Rzeka główna


BLOG

Zajęcia późnoniedzielne


Jestem w rozterce. Jestem niepewna. Zostałam wytrącona z milczenia.

Przejrzałam po raz enty kierunki studiów, tym razem z motywacją, by coś sobie wybrać. No i sobie wybrałam... Na razie wstępnie.

Po pierwsze, muszę studiować w Krakowie. Tylko na UJ jest religioznawstwo, jedyny kierunek, na jakim mi naprawdę zależy. Do Warszawy jechać nie chcę, do Krakowa mnie ciągnie, więc SGH już na stałe poszło w umysłową odstawkę. Opadanie wspomogła relacja kuzyna, po tejże uczelni, zarabiającego świetnie, ale z dwunastogodzinnym dniem pracy i zakazem wyłączania komórki.

Wracając do tematu - logicznym jest, że nie mogę się cieszyć religioznawstwem bez ciągnięcia jakiegoś bardziej pięniodzodajnego kierunku. Co sobie Chomik wymyślił? Ano wymyślił politologię i stosunki międzynarodowe. Ewentualnie zarządzanie i marketing z naciskiem na turystykę lub zarządzanie zasobami ludzkimi.

Wszystko by było pięknie, mam cel w szyciu pt. "Przygotować się do matury". Ale jest pewien drobny problem.

Wyczytałam gdzieś ładne zdanie "Z prądem płynie byle gówno, a pod prąd ino ślachetna ryba". Miało się ciągotki humanistyczne? Miało się. A do jakiej klasy się poszło? Do klasy mat-fiz.

Jestem ślachetna ryba, co pod prąd płynie. Matematyka jest mi potrzebna li i jedynie na zarządzanie i marketing. Rozszerzona oczywiście. Natomiast cała reszta, prócz religioznawstwa (języki i jeden dodatkowy przedmiot) wymagane są WoS i historia, oba rozszerzone.

Moje ogólne poczucie, że się na nic nie nadaję, zapuściło dziś sporo nowych korzeni.
2006-12-10 20:00:14 skomentuj (7)