![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() |
Smok Skalny - rękopisy z jaskini Zmiana lokalu Rozpracowałam Winampa, rozpracowałam LJa. I stwierdziłam, że ta strona wcale mi sie tak nie podoba, jak kiedyś. Zatem - zastępuje drobna zmiana lokalu. Zapewne skalniak jeszcze powisi, trochę szkoda mi archiwum, ale z pewnością niezbyt długo. Nowe zapiski poplątane będą się pojawiać na http://ffukacz.livejournal.com Melduję posłusznie, że się tam powli urządzam :) Pozdrawiam Chomik 2007-01-06 21:10:24 skomentuj (0) Niech szycie będzie piękniejsze Taki bicz samodzielnie sobie ukręcić i to jeszcze z dobrego serca... Naprawdę mogłabym się uczyć na cudzych błędach, wcale nie muszę na swoich. Gdybym mogła wybrać jedną osobę, której zniknięcie z mojego życia uczyniłoby je o wiele piękniejszym, nie wahałabym się ani chwili. Co nie zmienia faktu, że jestem o kolejną irytację mądrzejsza. Hominis est errare, insipientis in errore perseverare. Potwierdzamy my, Chomik. EDIT: W ramach samouzupełnienia, bo chyba z tej notki wynika nie to, co powinno. Co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr, nie Czarcisław jest jednostkiem, o którym nawet myśli mam ochotę pogryźć. Macie jeszcze dwie szanse, kto zgadnie, dostanie grudniową stokrotkę. 2006-12-28 00:04:51 skomentuj (13) Życzenia Czegóż mogę życzyć? Zdrowia przede wszystkim, jako podstawy egzystencji dającej jakąkolwiek satysfakcję, licznych okazji do wspólnego fałszowania pieśni śpiewnikowych, rumianych Mikołajków z całymi worami prezentów, żywych karpi ([reklama on]:PODARUJ KARPIOWI SZYCIE NA ŚWIĘTA! [reklama off]), kiczowatych elfów nad głową i szycia, co będzie WJO w całej swojej objętości. Życzę Wam mnóstwa planów i marzeń, ale też ambicji i siły do ich spełniania. Wesołych Świąt i Hapy Niu Jer! Chomik PS I NIE życzę Wam takich życzeń, jakie w tej chwili przychodzą do nas: 1/2 wiadomości co minutę, i tak od pół godziny XD Niech żyje technika! 2006-12-24 15:23:06 skomentuj (1) Polska monarchią konstytucyjną? Jak donosi „Rzeczpospolita”, grupa 46 posłów z PiS, LPR i PSL złożyła projekt ustawy, ogłaszającej Jezusa Chrystusa królem Polski. Stwierdzili oni, że przemawiają za tym argumenty teologiczne i historyczne. Zbliżenie się rządu polskiego do Kościoła katolickiego nie jest niczym nowym, dość wspomnieć inicjatywę wsparcia budowy Świątyni Opatrzności sumą 20 milionów złotych (poparło ją 246 posłów, pieniądze miały pochodzić z budżetu państwa), letnie modlitwy o deszcz, upolitycznienie telewizji Trwam i Radia Maryja, religię katolicką jako przedmiot maturalny. Dla wielu polityków najwyraźniej wiara jest wyborczą kartą przetargową, tymczasem wolność sumienia i religii zapewnia obywatelom polskim Konstytucja (Art. 53, ust. 1). 350 lat minęło od czasu, gdy Jan Kazimierz ogłosił Marię królową Polski, w podzięce za opanowanie potopu szwedzkiego. Dziś, w dwudziestym pierwszym wieku, posłowie kraju szczycącego się wielowiekową tolerancją religijną postanowili ustanowić królem – kogo? Według jednych Boga, ukrzyżowanego i zmartwychwstałego. Według innych filozofa, zmarłego przed dwoma tysiącami lat. Przedstawiciele Kościoła katolickiego do poselskich pomysłów odnieśli się zdecydowanie krytycznie. - Chrystusowi nie jest potrzebna deklaracja Sejmu, że jest królem naszych serc - powiedział bp Tadeusz Pieronek . Dodał też, nie pozostawiając miejsca na domysły i dopowiedzenia, że posłowie powinni zająć się swoimi sprawami, a interesy Kościoła pozostawić tym, którzy do kierowania nimi zostali wybrani. Przypomniał też, że wierzący nie potrzebują ustaw, by Chrystus był Królem ich serc. Kto jeszcze powie, że nie kroczymy w siedmiomilowych butach ku państwu wyznaniowemu? 2006-12-20 19:55:02 skomentuj (2) Tydzień do Świąt Szturm na sklepy. Kolejki, kolejki, kolejki, cieknąca kiszona kapusta, której jedyną zaletą jest niebycie cieknącym karpiem, upiornie ciężka, dwumetrowa choinka, wielce śliczna, ale gdy już stoi w domu, nie gdy się ją niesie na ramieniu. Tak się w mojej pamięci zapisuje czas przedświąteczny, z roku na rok coraz bardziej nerwowy. Dzisiejszym nerwowym momentem była konstatacja, że coś nam w otoczeniu nie pasuje. Pierwszym podejrzanym stał się zielony parasol, który to, pomimo grudnia straszącego z kalendarzy, nadal zachęca klientów restauracji wietnamskiej do obiadowania na świeżym powietrzu. Po chwili namysłu uznałyśmy, że parasol nam w niczym nie szkodzi, a problem tkwi gdzie indziej. Olśnienie spadło na nas jak grom z jasnego nieba: „GDZIE SĄ CHOINKI?!” Rozwydrzyłyśmy się – drzewka zawsze na tydzień przed Świętami pojawiały się w miejscu nieszczęsnego parasola. A teraz – nie ma! Chwila zastanowienia. Mama udała się na zwiad do kelnerów, najwyraźniej korzystających z przerwy na papierosa, i usłyszała, że właściciel się zmienił na takiego, co to o niczym nie ma pojęcia. Ani o choinkach, ani tym bardziej o parasolach. Zgnębione podreptałyśmy do domu, skąd szturmowałyśmy telefonicznie kolejnych znajomych z pytaniem, gdzie, do diabła, można teraz kupić choinkę. Większość ambitnie zostawiła ten problem na później, licząc, że w Wigilię rano tez się jakowyś wiecheć znajdzie. My, z uszkami nad głową, a uszka wszak muszą być klejone w Wigilię, nie mogłyśmy więc pozwolić sobie na podobne odsunięcie sprawy. Objechałyśmy okoliczne osiedla, twardo postanowiwszy, że na hali nasza noga nie postanie. Czy też raczej, już techniczni, nie metaforycznie, koło naszego samochodu. W okolicach hali szansę na parkowanie mają rowery, ewentualnie nieduże motory. Samochodów ten luksus zazwyczaj nie dotyczy, chyba że stawią się na posterunku w godzinach wczesnoporannych. Tak na marginesie, ciekawe, dlaczego gdyńscy radni, tak aktywnie wklejający kolejne wieżowce gdzie popadnie, ostatnio w dzielnicy willowej, nie pomyślą o stworzeniu porządnego miejskiego parkingu? Najwidoczniej są ponad to. Wracając do tematu – choinki znalazłyśmy przy Elei. Pan bardzo ładnie nam wyłożył, jakie to niezwykłe gatunki, jakie śliczne, jakie trwałe. Bliższe oględziny wykazały lekkie podgnicie od wewnątrz. Łypnęłyśmy chyba dość wrogo, bo pan spłoszył się nieco, po czym z kąta wyciągnął absolutnie pięknościowe drzewko. Rozłożyste, gęste, zielone i pachnące. Nawet się dało potargować. Był nawet tak miły, że, usunąwszy na bok kiszoną kapustę, kilogramów pięć, przystosował samochód do transportu choinki. Czy też jodły, dla mnie choinka to choinka, biolodzy, proszę nie strzelać. Jako jednostka nie posiadająca kręgosłupa chorego, za to moralny w dobrym stanie, osobiście targałam potwora z samochodu do domu. W tamtym momencie potwora, ponieważ ani się tego porządnie złapać nie dało, ani pociągnąć, nic, tylko się na nim powiesić. Osadzanie w stojaku poszło gładko dzięki szczelnemu zafoliowaniu, nawet udało nam się nie strącić żyrandola. Po czym udałyśmy się na zakupy mięsne, pozostawiwszy drzewko samemu sobie. Mięso mięsem, ale pies jakiś prezent też powinien dostać. Jako że ostatnią piłkę męczyła przez trzy i pół miesiąca, zanim udało jej się wbić kieł, z nadzieją na rozruszanie labradora wstąpiłyśmy do sklepu sportowego. Wybrałyśmy bardzo ładną piłeczkę, z założenia chyba do piłki nożnej, w kolorach tak upiornych, że bardziej się nie da. Pan przy kasie odbił parę razy, ze zdziwieniem wysłuchując naszej prośby o dopompowanie. - Ale ona się wtedy nie będzie nadawało do kopania! – tłumaczył nam powoli. - Ale ta piłka nie ma być do kopania! – zdenerwowałyśmy się. - A jaka? – zamiast oczu miał dwa znaki zapytania. - Psoodporna... Zdecydowanie nasze nietypowe potrzeby wzbudzają ludzką sympatię. Wróciłyśmy do domu, nastąpiła krótka scysja, kto ma prawo do czytania Wyborczej, zjadłyśmy obiad. A teraz właściwie wypadałoby się zebrać i wyjsć na ten zimny, nieprzyjazny świat, by pies mógł się przedreptać. Na samą mysl robi mi się zimno. Na myśl o przegrzebaniu piwnicy w poszukiwaniu bombek – piwnicy, w której nie ma światła, a mama stanowczo odmawia towarzyszenia – robi się gorzej. Święta, Święta, Święta... Sympatyczne, ale nie na tydzień przed. 2006-12-16 17:27:53 skomentuj (2) Poetycko, a co Znowu cytaty, wiem. Ale to jest... Sami oceńcie. Zwiewność sł. B.Leśmian, muz. Z. Stefański Brzęk muchy w pustym dzbanie, co stoi na półce Smuga w oczach po znikłej za oknem jaskółce Cień ręki na murawie, a wszystko niczyje Ledwo się zazieleni, już ufa że żyje A jak dumnie się modrzy u ciszy podnóża Jak buńczucznie do boju z mgłą się napurpurza A jest go tak niewiele, że mniej niż niebiesko Nic prócz tła, biały obłok z czerwoną przekreską Dal świata w ślepiach wróbla spotkanie traw z ciałem Szmery w studni, ja w lesie, byłeś mgłą - bywałem Usta twoje w alei, świt pod groblą, w młynie Słońce w bramie na oścież, zgon pszczół w koniczynie A jak dumnie się modrzy u ciszy podnóża Jak buńczucznie do boju z mgłą się napurpurza A jest go tak niewiele, że mniej niż niebiesko Nic prócz tła, biały obłok z czerwoną przekreską Chód po ziemi człowieka, co na widnokresie Malejąc mało zwiewną gęstwę ciała niesie I w tej gęstwie się modli i gmatwa co chwila I wyziera z gęstwy w świat i na motyla A jak dumnie się modrzy u ciszy podnóża Jak buńczucznie do boju z mgłą się napurpurza A jest go tak niewiele, że mniej niż niebiesko Nic prócz tła, biały obłok z czerwoną przekreską MP3 powinno być na stronie grupy "Bez Jacka". 2006-12-14 23:54:33 skomentuj (0) Zajęcia późnoniedzielne Jestem w rozterce. Jestem niepewna. Zostałam wytrącona z milczenia. Przejrzałam po raz enty kierunki studiów, tym razem z motywacją, by coś sobie wybrać. No i sobie wybrałam... Na razie wstępnie. Po pierwsze, muszę studiować w Krakowie. Tylko na UJ jest religioznawstwo, jedyny kierunek, na jakim mi naprawdę zależy. Do Warszawy jechać nie chcę, do Krakowa mnie ciągnie, więc SGH już na stałe poszło w umysłową odstawkę. Opadanie wspomogła relacja kuzyna, po tejże uczelni, zarabiającego świetnie, ale z dwunastogodzinnym dniem pracy i zakazem wyłączania komórki. Wracając do tematu - logicznym jest, że nie mogę się cieszyć religioznawstwem bez ciągnięcia jakiegoś bardziej pięniodzodajnego kierunku. Co sobie Chomik wymyślił? Ano wymyślił politologię i stosunki międzynarodowe. Ewentualnie zarządzanie i marketing z naciskiem na turystykę lub zarządzanie zasobami ludzkimi. Wszystko by było pięknie, mam cel w szyciu pt. "Przygotować się do matury". Ale jest pewien drobny problem. Wyczytałam gdzieś ładne zdanie "Z prądem płynie byle gówno, a pod prąd ino ślachetna ryba". Miało się ciągotki humanistyczne? Miało się. A do jakiej klasy się poszło? Do klasy mat-fiz. Jestem ślachetna ryba, co pod prąd płynie. Matematyka jest mi potrzebna li i jedynie na zarządzanie i marketing. Rozszerzona oczywiście. Natomiast cała reszta, prócz religioznawstwa (języki i jeden dodatkowy przedmiot) wymagane są WoS i historia, oba rozszerzone. Moje ogólne poczucie, że się na nic nie nadaję, zapuściło dziś sporo nowych korzeni. 2006-12-10 20:00:14 skomentuj (7) |